Reklama
 
323
Email Drukuj PDF

Dwie przedsiębiorczości

Nigdy nie powiem, że uniwersytet jest faktycznie niezależny od politycznej, ekonomicznej czy wręcz ideologicznej władzy państwa albo społeczeństwa. Mówię jedynie, że powinien być niezależny w tym, co stanowi o jego istocie. Ten obowiązek i ta obietnica wypływają z samego powołania uniwersytetu.

Jacques Derrida (Katowice, 11 grudnia 1997 roku)


Nie znamy przyszłości – stąd tak ogromna waga przedsiębiorczości jako wyglądania ku jutru, wychylania się w przyszłość, jako asketologia tego, co ma nastąpić. Przedsiębiorczość akademicką – w rozumieniu entrepreneurship (słowo pochodzące z francuskiego entrepreneuriat)próbuję opisać jako podstawową dyspozycję akademika bądź akademickiej jednostki do aktywności związanej z przestrzenią albo też w przestrzeni ekonomii i biznesu. Jeśli wszelako zechcemy sięgnąć do pojęć z zakresu makroekonomii, do schumpeterowskiej „twórczej (kreatywnej) destrukcji” (schöpferische Zerstörung), to tylko działalność uniwersytecka, podważająca porządek i stan spraw (państwa, religii, ekonomii, wolności, obywatelskości, prawa), jest aktywnością najbardziej sprzyjającą ekonomii i przedsiębiorczości. Tylko uniwersytet w sokratejski (J. Derrida powiedziałby „filozoficzny”), tzn. w „pytającym” stylu, jest schumpeterowski i w następstwie – przedsiębiorczy. Przedsiębiorczość bowiem wyrasta z niezadowolenia, z „nie” powiedzenia, z niezgody na to, co jest. Przedsiębiorczość bazuje na NIE zastanego ułożenia świata.


Pamiętajmy, że Joseph Alois Schumpeter był przede wszystkim i najpierw – nietzscheanistą, czytelnikiem Tak powiedział Zaratustra (Also sprach Zarathustra) F. Nietzschego. Uniwersytet, który realizuje nawet tysiąc cennych projektów (np. w ramach Knowledge and Innovation Communities), a niczego nie neguje, nie może stanowić dobrego terenu do wysiłków innowacyjności, nie posiada nastawienia przedsiębiorczego.
Sektor gospodarki intuicyjnie przychodzi do uniwersytetu po negację, po kreatywną siłę niszczenia (starego!), bo bez przezwyciężenia starego i przejścia do nowego – nie ostoi się świat i rozwój. Biznes nie potrzebuje „potakiwacza” w osobie czy partnerstwie uniwersytetu, lecz tego, który powie mu „nie”, który będzie „niszczycielem” tego, co aktualnie „dobrze” się toczy. Obłaskawiona biznesowo akademia – jak dzisiaj obserwuję – nie neguje, a więc nie tworzy, nie jest przeto w konsekwencji przedsiębiorcza. Z uśmiechem przyjmująca zaloty biznesu akademia – niczego nie może swemu zalotnikowi dać. Jest kompletną impotentką. Impotencja ta jest wielka i smutna (jak każda impotencja!). Próbuje się jednak sztucznymi sposobami utrzymywać ten nieudany związek akademii z biznesem. Programy-stymulatory nie rozpalają jednakowoż żądzy. (Bardzo przepraszam za tę metaforykę zmierzającą prosto do sex-shopu.)


Elizabeth Gaskell (1810–1866) to pisarka wiktoriańskiej Anglii. Urodziła się w Chelsea, gdy Chelsea nie należała do Londynu, umarła w przemysłowym Manchesterze, w północnej Anglii, jako żona pastora. (Tutaj dziękuję prof. Andrzejowi Wicherowi z Uniwersytetu Łódzkiego, który mi zwrócił uwagę na tę postać.) Napisała m.in. powieść pt. North and South, wydaną w 1855 r. Tytuł książki sygnalizuje, że rzecz będzie o polaryzacji, o napięciu pomiędzy Północą a Południem. Rzecz dzieje się w fikcyjnym mieście Milton-Northern, które uosabia industrialny Manchester. Kontrast między sielskim życiem na probostwie w konserwatywnej południowej Anglii a przemysłowym, dynamicznym i pełnym dymu Manchesterem – to jeden z tematów tej książki. Jest jeszcze inny tematyczny kontrast: Margaret Hale i pan Thornton. Ona inteligentna, niewinna, jakby pierwotnie wspaniała, a on właściciel fabryki z branży tekstylnej i bezduszny człowiek biznesu. E. Gaskell doskonale tematyzuje problem, o którym tutaj chcę mówić: istnieje nienaruszoność, dobry świat, ale świat nieprzemysłowy, świat bez winy, świat dawnych wartości i drugi świat – zepsuty świat chciwej ekonomii, świat skalany, brudny (tak brudny, jak powietrze z kominów fabrycznych), świat ruchliwy i wydający się nie mieć żadnych zasad, poza jedną: produkowanie, czyli pieniądz. Ten dualizm jest obrazowy i obrazkowy – pociąga, chciałoby się wybrać świat czysty, miły, z ugruntowaną aksjologią etc. Ale dynamizm brudnego świata też pociąga: jest w nim coś dzikiego, męskiego, obiecującego przygodę. Uniwersytet chciałby być przeczystym światem, panną Hale z książki E. Gaskell. Chciałbym jednocześnie przeżyć przygodę pana Thorntona: fascynują go wyzwania nowoczesności, rzutkość i przedsiębiorczość, a także materialny sukces. Widać, że dwa modele byłyby aktualne, dwa światy, dwie kultury.


Pod koniec lat 50. XX w. angielski naukowiec i powieściopisarz Charles Percy Snow (1905-1980) w wykładzie Two Cultures and the Scientific Revolution (Dwie kultury i naukowa rewolucja) narysował dwie kontrastowe formacje kultury: humanistyczną i kulturę opartą na naukach ścisłych i technicznych. Baron Snow mówił, że możliwość współpracy pomiędzy tym dwoma kulturami stale się zmniejsza. Co więcej: te kultury się nie rozumieją, posiadają odmienne języki, prowadzą człowieka w różnych diametralnie kierunkach, usiłują człowieczeństwo zawłaszczyć, raz to dla humanistyki, raz to dla technologii. Obie kulty świadczą nie tylko o upadku edukacji, ale przede wszystkim porażce komunikacji według Snowa.


Idea przedsiębiorczości poniekąd usiłuję zbliżyć do siebie te dwie wrogie sobie kultury Snowa.
Chce zasypać przepaść pomiędzy dwoma sprzecznymi planami ludzkiego egzystowania. Udaje się to tylko częściowo. Wielkie pytania o drogę postają wciąż pytaniami bez odpowiedzi. To rodzi wielkie dramaty, których nie należałoby dalej bagatelizować. Być może, nie sądzę, że to jedyne rozwiązanie, niepokalaność uniwersytecką należałoby zabrudzić. Zanegować wszystko – i może rozpocząć do nowa, przezwyciężając cywilizacyjny impas Snowa.


Z inicjatywy Komisji Europejskiej w Budapeszcie powołano Europejski Instytut Technologiczny. Europejski ośrodek, który generuje rozwój gospodarki opartej na wiedzy. Jego struktura opiera się na sieci współpracujących ze sobą tak zwanych Wspólnot Wiedzy i Innowacji (WWI). Zadaniem Instytutu jest powołanie sześciu, może ośmiu, Węzłów Wiedzy i Innowacji (Knowledge and Innovation Communities – KIC), które będą się specjalizować w określonych dziedzinach badawczych i w znaczącym stopniu przyczynią się do rozwoju poszczególnych obszarów gospodarki. W pracy KIC uczestniczą uniwersytety, firmy badawcze i innowacyjny biznes. Te inicjatywę bardzo chwali w jednej z rozmów prasowych prorektor ds. nauki i współpracy z gospodarką Uniwersytetu Śląskiego, prof. Andrzej Kowalczyk. Nie neguję tego typu ciekawych, nowych inicjatyw o dużym zasięgu. Rozmach ich imponuje mi niezmiernie, jak imponuje mi wszystko, co stawia na szerokie współdziałanie. Wydaje mi się jednak, że w dalekiej, a nawet bardzo dalekiej perspektywie są to inicjatywy chybione.


Przedsiębiorczy jest uniwersytet ze swej uniwersyteckiej natury. Ta jego przedsiębiorczość – o ile będzie sobie wierny – wydaje mi się wystarczająca. Ta druga, narzucona poniekąd, sztucznie wpompowywana w głowy akademickie przedsiębiorczość, stanowi jedynie kryzysowe, „terapeutyczne” działanie zastępcze. Skoro istnieją aż dwie przedsiębiorczości, wybierzmy jedną – ale jednak coś wybierzmy, by akademia i biznes były parą dobraną – spotkaniem skrzącym się energiami.

 

dr Zbigniew Kadłubek

 

Aktualności

Realizacja projektu

Akademicki Przedsiębiorca

dobiega końca.

 

Czas na podsumowania

czytaj więcej

 

 

Partnerzy

 

mwslit

darr

Internet Ventures

 

Administrator

Kontakt: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 

Projekt współfinansowany przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego