Studiujący przedsiębiorca, przedsiębiorczy student
Dowcip o studentach zastanawiających się, czy iść na zajęcia i zamierzających w tej sprawie rzucić monetą, a gdy ta zatrzyma się w powietrzu, zacznie świecić i śpiewać piosenki, to na te zajęcia pójdą, raczej nie jest znany osobom, które jednocześnie studiują i prowadzą własną firmę. A przynajmniej nie praktykują one idei zawartej w tym żarcie. Tacy przedsiębiorczy studenci, lub – jak kto woli – studiujący przedsiębiorcy to ludzie wyjątkowo zajęci. Zysk z takiego połączenia jest jednak naprawdę duży. I wcale nie chodzi o pieniądze.
Pięć lat studiów (choć niektórzy w prezencie od swej uczelni otrzymali więcej czasu) nie powinno być wypełnione wyłącznie gonitwą za kolejnymi punktami do życiorysu, udzielania się w kołach naukowych, praktyk w kilku miejscach, dwóch kierunków studiów, i tym podobnych zajęć. Studia to również czas radosnej socjalizacji, kształtowania swojej osobowości poprzez rozmowy od zmierzchu do świtu przy okazji spotkań towarzyskich z kolegami i koleżankami. To wszystko ważne – szczególnie przez pierwsze miesiące studiów. Powinien jednak nadejść także i taki moment, gdy nasze spojrzenie na życie wydorośleje razem z nami i zaczniemy rozglądać się za swoim miejscem w tym życiu i pracą – jakkolwiek patetycznie by to nie zabrzmiało. Dla niektórych ten moment oznaczał właśnie decyzję o założeniu własnej firmy.
Jak to możliwe?
Obraz wzorcowego przedsiębiorcy to zapewne osoba stale zapracowana, rozmawiająca często przez telefon, co rusz podążająca gdzieś w celu załatwienia jakiejś sprawy lub przeprowadzenia ważnego spotkania. I to w dużej mierze obraz prawdziwy. „Na pewno zajmuje to sporo czasu – mówi Krystian Klimek, właściciel studia fotograficznego z Nakła, o prowadzeniu firmy na studiach i jednocześnie dodaje z uśmiechem – ale na szczęście doba ma całe 24 godziny, więc można wykorzystać jej sporą część na naukę i pracę”. Wymiar czasu poświęconego na prowadzenie własnej firmy jest jednak ściśle związany z branżą naszego przedsiębiorstwa oraz stopniem jego rozwoju i zakresem świadczonych usług. Właśnie dlatego możliwe jest również stwierdzenie – Jakuba Krężela, przedsiębiorcy z branży informatycznej ze Szczecina – że „nie jest to trudne. Charakter mojej działalności pozwala na wykonywanie pracy w czasie, gdy nie mam zajęć na uczelni. Cały dzień jestem dostępny pod telefonem, a w biurze - siadam przed komputerem, sprawdzam pocztę i zabieram się do pracy”.
O ile studiowanie – nawet – dzienne, ale umożliwiające raz na jakiś czas opuszczanie ćwiczeń, a wykładów nawet częściej (do czego bynajmniej nie namawiamy!) i równoległe prowadzenie firmy to czynności dające się w jakiś sposób pogodzić przy odpowiednich zdolnościach organizacyjnych. Dotyczą jednak „zwykłego” czasu. W życiu każdego studenta następuje jednak czas sesji egzaminacyjnej, który dla studenta prowadzącego działalność gospodarczą, oznacza konieczność podwójnego wysiłku w wyrobieniu się ze wszystkimi zajęciami i snem w ciągu doby. „Jeśli chodzi o sesję zimową, to łączy mi się ona z przygotowaniem do targów ślubnych, na których planujemy się wystawić i jest z tym mnóstwo pracy. Sesja również zabiera sporo czasu i te dwa punkty mocno ze sobą kolidują – mówi Krystian Klimek, ale jednocześnie zauważa – zawsze jest jeszcze drugi termin egzaminu, więc jeśli otrzymamy jakieś zlecenie od poważnej firmy, to oczywiste jest, że nie odpuścimy go i nie powiemy >>oczywiście, ale po sesji<<”. Aby więc godzić te żywioły przedsiębiorczości i studenckości trzeba nauczyć się godzić ich nieraz wykluczające się nawzajem wymagania czasowe.
Coś trzeba stracić…
„Brakuje czasu, trudno jest go znaleźć na rodzinę, znajomych. Każda godzina jest bardzo cenna. Jakiekolwiek imprezy weekendowe nie wchodzą w grę” – takie wady bycia studiującym przedsiębiorcą wymienia właściciel firmy z Nakła. Czas – a właściwie jego brak – wydaje się zresztą największym problemem w wielu różnych aspektach ludzkiej działalności. Duża, czy wręcz nadmierna, liczba zajęć uczy nas jednak (miejmy nadzieję, że uczy) coraz lepszej organizacji swojego czasu.
Gdy zdarzają się sytuacje spóźnień na wykłady, lub egzaminy, czy też nieskładania prac zaliczeniowych na czas, na studiach może być nieprzyjemnie. Krystian Klimek – jak przyznaje – nie chwali się faktem bycia przedsiębiorcą, bo nie wie, jaka byłaby reakcja wykładowców. Z opowiadania Jakuba Krężela wynika jednak, że nie musi to być reakcja negatywna – „zdarzyło mi się w tym semestrze, że musiałem jechać na przetarg. Reakcja, gdy o tym powiedziałem, była dość specyficzna i zabawna. Wykładowczyni wyraziła zgodę na opuszczenie zajęć i skomentowała całą sytuację: >>dziewczyną by się pan zajął a nie pracą<< – oczywiście z wielkim przymrużeniem oka i uśmiechem. Odpowiedziałem jej, że dziewczyną zajmuję się przede wszystkim, i za zezwoleniem prowadzącej wyszedłem z sali”. Jak zresztą sam twierdzi nie zna wad bycia prowadzenia firmy na studiach.
… żeby zyskać coś.
„Nie jest się na przysłowiowym garnuszku rodziców, jest się niezależnym finansowo. Po drugie zdobywa się bezcenne doświadczenie” – mówi Krystian Klimek o zaletach studencko-przedsiębiorczej ekwilibrystyki czasowej. Natomiast według przedsiębiorcy ze Szczecina „największa zaleta wiąże się z motywacją do studiowania. Wiele osób studiuje tylko po to, >>by zaliczyć<<. Ja podchodzę do tego z większą odpowiedzialnością, studia wiążę z moją aktualną i przyszłą pracą. Ponadto wiele się mówi o tym, że im wcześniej zaczynamy pracę zawodową (a w szczególności we własnej firmie) – tym lepiej. Też tak uważam. Własna działalność daje ogromne możliwości”.
Podjęcie decyzji o założeniu własnej firmy na studiach uzależnione jest (i być powinno – aby była to decyzja rozsądna) od takich czynników, jak rodzaj i stopień intensywności studiów, branża, w której chce się działać. Podjęcie decyzji o rozpoczęciu studiów podczas prowadzenia przedsiębiorstwa także jest związane z rozważeniem możliwości czasowych. Czy studia, czy przedsiębiorstwo będą pierwsze w kolejności w naszym curriculum vitae, to ich połączenie może przynieść wiele pożytku. Jeśli oczywiście odrzucimy założenie, że zawsze można rzucić monetą, jak w dowcipie na początku tekstu.
Paweł Kmiecik