Euro w portfelu przedsiębiorcy
17 spośród 27 plus 3 spoza. Nas tam jeszcze nie ma, ale w końcu wstąpić będziemy musieli. Mowa o strefie euro – na razie należy do niej siedemnaście z dwudziestu-siedmiu państw Unii Europejskiej oraz trzy spoza jej terenu. Polska, choć musi wstąpić w szeregi strefy euro na mocy Traktatu Akcesyjnego, w którym zawarte są przepisy w tej sprawie, na razie nie spełnia warunków w dziedzinie finansów publicznych do takiego wstąpienia. I przez najbliższe lata będzie trudno zmienić tę sytuację. Co natomiast oznaczałoby przyjęcie euro dla właścicieli firm?
Euro, jak wszystkie ważne dla kraju tematy, wzbudza emocje począwszy od silnej nienawiści i odrzucenia po niemal bezgraniczny zachwyt jej pozytywnymi stronami kończąc. Sympatykami nowej waluty są z reguły ludzie młodzi. Spróbujmy zatem zburzyć kilka stereotypów z tym związanych poprzez wprowadzenie wątpliwości do sposobu myślenia zwolenników euro oraz spróbować zachęcić przeciwników waluty. Wszystkim to może się, nota bene, opłacić.
Kiedy i jak?
O tym, że pytanie odnośnie terminu wprowadzenia euro w naszym kraju, nie brzmi „czy”, tylko „kiedy” jesteśmy chyba wszyscy świadomi. Innym zaimkiem pytajnym, który może pojawić się w tym właśnie przypadku jest: „jak”? – jak euro wpłynie na przedsiębiorczość? Z doświadczeń właścicieli firm z innych krajów Unii Europejskiej, którzy także zmagali się z podobnymi wątpliwościami, wynika że większej rewolucji w prowadzeniu działalności gospodarczej nie powinno być. Wyjątkiem będą przedsiębiorstwa zajmujące się bezpośrednio walutami i bankowością, ponieważ dochód z wymiany na i z euro to zauważalna część dochodów takich firm. Bardzo wyraźne korzyści osiągnęłyby, z kolei, firmy, które prowadzą handel zagraniczny. Ujednolicenie waluty pozwoliłoby obniżyć koszty transakcji oraz usunąć ryzyko kursowe, jeśli chodzi o operacje finansowe w euro.
Co natomiast z firmami, w szczególności rozpoczynającymi swoje funkcjonowanie na rynku, które nie prowadzą wymiany handlowej z zagranicą (a takich jest wszakże większość)? Przyjęcie euro, dzięki możliwościom porównywania cen dostępnych w jednej walucie, spowoduje większą przejrzystość rynku – to zaś przyczyni się do wzrostu konkurencji. Jako konsumenci wszyscy chcemy płacić mniej. Jednak jako przedsiębiorcy, w dodatku prowadzący młodą firmę o jeszcze nieugruntowanej i niezbyt stabilnej pozycji, możemy mieć z tym problem. Oczywiście w momencie wejścia do tak zwanego Eurolandu przed wieloma firmami otwierają się wielkie możliwości rynkowe ponad 320 milionów Europejczyków posługujących się już tą walutą – czasem mogą one być jednak bardziej teoretyczne, niż praktyczne, zwłaszcza gdy chodzi o młodych właścicieli firm. Raczej niezbyt dużym pocieszeniem okazać się może możliwość wzięcia kredytu w obcej walucie, którego koszty będą niższe, niż do tej pory. Byłoby to możliwe za sprawą korzystania z waluty o niskich stopach procentowych. A pocieszenie to niezbyt duże, bo wciąż skupiamy się na przedsiębiorcach w ich pierwszych fazach działalności – a wtedy wszelkie eksperymenty finansowe i rynkowe raczej są zbyt często podejmowane.
Plus i minus
Przyjęcie euro to dla działów finansowych wszystkich przedsiębiorstw konieczność przekwalifikowania się ze złotego na nową walutę – co czasem może wymagać pewnych nakładów czasowych i finansowych. W szczególności w pierwszym okresie funkcjonowania dwóch walut – krajowej i euro – jednocześnie. Dla niektórych przedsiębiorców wprowadzenie euro może stać się jednak także niezgorszym interesem – choć takiego podejścia do sprawy nie polecamy. Wprowadzenie euro może, choć nie musi, spowodować wzrost cen na rynku krajowym (tak stało się np. w Niemczech, ostatni kraj wstępujący do Eurolandu, czyli Słowacja, raczej ustrzegł się przed zauważalnym wzrostem cen produktów i usług), co wpłynąć może niekorzystnie także na działalność przedsiębiorców.
Odwołując się do terminologii ekonomicznej, stwierdzić można, że wprowadzenie euro wywołać może komplikacje głównie w skali makroekonomicznej, czyli w momencie wystąpienia lokalnego kryzysu (państwo nie będzie miało takich, jak niegdyś, instrumentów finansowo-prawnych do zaradzenia trudnej sytuacji), niż w skali mikro – czyli z punktu widzenia poszczególnych firm. Oczywiście poza okresem przejściowym.
Raczej na „tak”
Z badań przeprowadzonych przez Business Centre Club na wiosnę 2010 roku wynika, że zwolennikami wprowadzenia euro do Polski jest około 2/3 przedsiębiorców. Jak poinformował na początku roku 2011 „Puls biznesu” ta liczba to 75% i jest niższa – według metodologii badań przyjętych przez magazyn – o 8%, niż przed rokiem. Biorąc pod uwagę różnice w sposobach przeprowadzania sondaży, stwierdzenie o dość stabilnej liczbie zwolenników europejskiej waluty nie powinno być zbyt ryzykowne. Choć bilans zysków i kosztów z przyjęcia euro może być dla właścicieli firm zróżnicowany – w zależności od branży, sposobu prowadzenia biznesu, ewentualnej współpracy z zagranicą, itd. – to jednak ogólni bilans, inaczej niż w piosence kabaretu Elita, nie musi „wyjść na zero”. Korzyści dla przedsiębiorców może być więcej.
W całej sprawie słowa „może”, „prawdopodobnie”, „raczej”, i tym podobne, mają jednak dość istotną rolę. Pewności na osiągnięcie takich, czy innych, skutków wprowadzenia euro często nie mają sami ekonomiści – cóż więc mogą wiedzieć i powiedzieć zwykli obywatele, jak my? Do niewielu (że tak to karkołomnie sformułujemy: prawie pewnych) pewników zaliczyć można korzyści z euro w dłuższej perspektywie i w skali globalnej dla całej Europy. Młodego przedsiębiorcy nie zawsze jednak muszą interesować sprawy odległe i ogólne – bardziej liczy się powodzenie firmy tu i teraz. Wracając do punktu wyjścia wspomnieć można, że zastanawianie się nad dobrymi i złymi stronami euro dla firm, ma charakter wyłącznie informacyjny. Euro w końcu i tak kiedyś pojawi się w Polsce. No chyba że wcześniej my wystąpimy z Unii, lub Unia zrezygnuje z euro. To jednak raczej mało realny scenariusz.
Paweł Kmiecik