Czy myślisz pozytywnie ? ... część 1
Czy możliwe jest nauczyć Polaków pozytywnego myślenia? Czy to nie jest Syzyfowa praca?
Taka już nasza natura, że wciąż narzekamy, że podobno nic nam się nie układa, że ciężko jest dostrzec pozytywy bo ciągle myślimy o tych złych stronach ... sądzę, że to uwarunkowania kulturowe, z którymi dość ciężko walczyć.
Nauczyć to pewnie trudna sprawa choć to akurat obszar do wyuczenia; czyli nie jest tak źle. niestety problem w tym że się nie szkolimy w pozytywnym myśleniu więc i tak odpowiedzialność w naszym pozytywnym/negatywnym myśleniu pozostaje na rodzicach (dom), kolegach (podwórko, szkoła) - no i w tym świetle to nie wygląda to już optymistycznie ... Dlatego też faktycznie my (Polacy) lubimy narzekać, rozkoszujemy się w narzekaniu, sądzę nawet że jesteśmy specjalistami w tej dziedzinie.
Byłem kiedyś w Stanach. Po powrocie stwierdziłem, że mimo wszystko lubię to nasze narzekanie. Jakoś tak zbliża i otwiera. Łączymy się w bólu i wspólnym złorzeczeniu. Może i nie jest to najlepszy rodzaj więzi ale zawsze. Nie podobała mi się powierzchowna wesołość i gorące przekonanie o byciu najlepszym na świecie.
Jednak! mimo wszystko najbardziej lubię tych z którymi można ponarzekać jak i snuć pozytywne wizje i myśli.
Pozytywne myślenie jest nam potrzebne(mimo wszystko), warto więc zastąpić nim narzekanie chociaż od czasu do czasu. Może na razie trzeba je tylko pokazywać, żeby ludzie się oswoili :)
Pozytywne myślenie najczęściej kojarzy się nam ni mniej ni więcej tylko z osobą, z którą jest coś jakby nie w porządku: "Przecież "wiadomo", że sytuacja nie jest rozkoszna, a ona jest spokojna, radosna, problemy przyjmuje bez stresu i z jakimś dziwnym zrozumieniem sytuacji. A jeszcze dokłada do tego filozofię dobra, etyki, spełnienia się i, o zgrozo, sukcesu; i żeby wszyscy dostali rozstroju z zazdrości, mówi: "że za półtora roku nie będzie już pracować, bo jej wystarczy do końca życia".
Badania prowadzone przez naukowców na całym świecie wskazują stuprocentowy związek pomiędzy stanem świadomości, czy przekonań a sukcesem w życiu. O dobrym życiu decydują po pierwsze cele, które sobie wyobrażamy, brak świadomości porażki i dobre nastawienie do życia i świata.
Z moich doświadczeń wynika, że istnieje ścisły związek pomiędzy stanem naszych przekonań a wydarzeniami w świecie zewnętrznym, czyli w życiu, i wydarzeniami w naszym świecie wewnętrznym, czyli stanem naszego zdrowia fizycznego. Często słyszę: "no jak to, myśl (czyli coś bardzo ulotnego) może mieć wpływ na stan naszego zdrowia?". Wówczas odpowiadam, że dopiero, gdy przyjrzymy się budowie systemu energetycznego człowieka widać jasną zależność pomiędzy rodzajem myśli, których używamy a stanem zdrowia. System energetyczny człowieka, składający się z ok. 88000 pasm, pobiera energię z pola powszechnego i przetransformowuje ją do organizmu. Każde pasmo steruje jednym procesem fizjologicznym w ciele i każde pasmo jednocześnie zostało zaprojektowane jako pozytywna myśl. To oznacza, że kiedy używamy pozytywnych przekonań i myśli, w naszym umyśle pasma wibrują, funkcjonują i pobierają energię z pola powszechnego, procesy w ciele zachodzą na właściwych poziomach, my czujemy się dobrze, mamy energię do dawania sobie rady ze wszystkim, co przynosi nam życie.
Poziomem wszystkiego, co się dzieje w człowieku, jest poziom naszych myśli. Pierwszym poziomem skutków jest system energetyczny, który odkształca się pod wpływem negatywnych przekonań. Drugim poziomem skutków jest nasze ciało, które przestaje funkcjonować prawidłowo z powodu odcięcia określonych pasm energii.
Możemy powiedzieć, że system energetyczny jest jednocześnie naszym umysłem zaprojektowanym tylko na pozytywne przekonanie. Jak to się dzieje, że obecnie większość ludzi nie umie myśleć pozytywnie? Niektórzy nawet nie wiedzą, że tak można. A jaki jest związek pomiędzy przekonaniami a wydarzeniami w życiu, dlaczego i jak zakochujemy się w ściśle określonych osobach, czy musimy cierpieć itd., itd.
Jak to wszystko piszę, to nabieram pozytywnych rumieńców. Wiemy, że powinniśmy mimo wszystko jednak "pozytywować" (cóż za słowo mi się urodziło), dla naszego osobistego lepszego samopoczucia, jednakże ciężko jest to utrzymać w otaczającej nas rzeczywistości. należałoby to zmienić - to dopiero wyzwanie. Chcieć to znaczy móc. zamiast siedzieć przed szklanym ekranikiem, gdzie na 10 informacji - 10 negatywów, porozmawiać z samym sobą, przeczytać pozytywną książkę itd.
Tak tylko, jak zrobić, aby te pasma nam się negatywnie nie odginały?
Bo możemy sobie wyobrazić, że jesteśmy szczęśliwi i jak to szczęście ma wyglądać i ku czemu podążamy, ale życie nie jest prostą kreską w górę, tylko sinusoidą i wciąż możemy przeżywać większe czy mniejsze rozczarowania, wówczas pasmo pozytywnej energii zostaje przerwane i jak to naprostować, jak w człowieku wylęgają się wątpliwości?
Czy człowiek powinien wówczas przewartościować swoje wyobrażenia o szczęściu i celu do którego dąży i nagiąć je do realiów?
Czy powinno się wyobrażenia naginać do realiów? Według mojej oceny jest to rozwiązanie, które spłyca wyobrażenia i rozmywa cele.
Czy człowiek powinien wówczas przewartościować swoje wyobrażenia o szczęściu i celu do którego dąży i nagiąć je do realiów?
Szczerze mówiąc, kiedy piszę to wszystko, to samozachowawczy optymizm nakazuje refleksję nad takim stanem rzeczy i wyciągnięcie konstruktywnych wniosków. Bo przecież wszystkie mniej szczęśliwe sytuacje są swoistą próbą, są po to aby jeszcze pełniej doświadczać szczęścia, gdy w końcu ono nastąpi, by bardziej docenić, przeżyć.
Myślę, że wiodąc życie pozbawione rozczarowań, nigdy nie bylibyśmy w stanie rozpoznać stanu, w którym jesteśmy szczęśliwi (obojętnie co to dla nas oznacza). Od nas natomiast zależy, czy rozczarowania, problemy potraktujemy jak znaki stop, czy jak drogowskazy. To trudne wiem, ale w sumie co mamy do stracenia?
Co do wątpliwości to dziękuję za nie codziennie. Znaki zapytania, wątpliwości "napędzają", że tak mało elegancko to ujmę nasz rozwój, cieszmy się więc, gdy tylko się pojawią.
Z jednej strony racja jest w tym, że bez smutków nie wiedzielibyśmy, że jesteśmy szczęśliwi…
Jasne, że nie można naginać naszych wyobrażeń o szczęściu, ale jeśli nie można to czasami człowiek sobie uświadamia, jak wielce jego życie odbiega od tego wyobrażenia i właśnie najtrudniej jest znaleźć sposób na osiągnięcie wytyczonego celu.... Czasami starasz się tak mocno, dajesz z siebie wszystko, już widzisz migające w tunelu światełko, a tu się okazuje, że to tylko odbicie jakieś w lustrze… I tu pomaga i ratuje właśnie wrodzony optymizm….
Nie odkryję z pewnością nic nowego jeżeli stwierdzę że w każdym rozczarowaniu, porażce jest ziarenko późniejszego, o wiele większego sukcesu i szczęścia, należy tylko spojrzeć na to - właśnie pozytywnie.
Jeżeli ktoś na mnie trąbi i pokazuje odpowiedni palec, a ja do niego się uśmiecham….
A tak poważnie, to warto wyrobić w sobie umiejętność wytwarzania dystansu do własnej osoby, własnych doświadczeń oraz tego co nas otacza. Czasami pogrążając się w spirali beznadziejności zatracamy poczucie tego co wokół nas, przestajemy doceniać, odbierać pozytywne sygnały, które wysyła otoczenie ( i to się nie zmienia, one są cały czas tylko my różnie postrzegamy rzeczywistość, a rzeczywistość obiektywna jest zupełnie inne...)
Oczywiście nie sposób nie reagować, gdy kolejny raz odnosimy porażkę , spotykamy się z nieakceptacją otoczenia itd. Wszystko w moim mniemaniu sprowadza się jednak do tego jak definiujemy szczęście. Czy jest to pojęcie ekskluzywne dla nas, zarezerwowane tylko dla wyjątkowych chwil, przeżyć , czy może jest codziennością , czymś niezależnym od naszych potknięć, zadowoleniem z tego, że jesteśmy zdrowi, silni a życie stawia przed nami wachlarze możliwości.
Wszystko zależy zatem od punktu widzenia, jest relatywne...
Pozytywne nastawienie przyciąga także pozytywnych ludzi, bo tak już jest , że wolimy przebywać z ludźmi pozytywnie nastawionymi do życia, szczególnie w naszym "narzekaniowym" społeczeństwie.
Myślenie "negatywne" przynosi wiele ukrytych korzyści.
Nauczenie kogoś pozytywnego myślenia wiąże się z nauczeniem odpowiedzialności za odczuwanie szczęścia.
Jest takie powiedzenie: czy chcesz być szczęśliwy czy mieć rację?
Ludzie w większości chcą mieć rację. Racja to ważna rzecz. Daje poczucie bezpieczeństwa, rozumienia świata, wrażenie poprawności rozumowania i bycia na właściwej drodze.
Szczęście wobec tych wartości wypada bladziutko. Dlatego więcej korzyści jest z posiadania prawdy o tym, że świat jest zły. "a nie mówiłem" - tak jest zły, bo to i tamto. Łatwo jest znaleźć odniesienia, ponieważ wystarczy włączyć TV i posłuchać tej samej grupy osób, które upewniają nas w naszej katastroficznej racji - 90% wiadomości w wiadomościach to złe wieści.
To nie jest też wina mediów. One tylko odpowiadają na zapotrzebowanie społeczne.
Pozytywne myślenie prowadzi do szczęścia a to, jak pisałem, jest ryzykowne. Człowiek szczęśliwy wydaje się "zaślepiony", nie dostrzegający zagrożeń. Wielu ludziom stan radości wydaje się stanem odurzenia. Podczas "ćpania" szczęścia można nie zauważyć oczywistych zagrożeń.
Dlatego zamiana myślenia negatywnego na pozytywne najskuteczniej odbywa się przez dostarczenie wystarczającej ilosci nowych reguł i odniesień świadczących o tym, że stan szczęścia może być permanentny, przyjemny a co najważniejsze BEZPIECZNY i również w nim może tkwić racja.
Później jeszcze mały krok, za który można oberwać po łepetynie czyli uświadomienie komuś, że jego poczucie nieszczęścia i szczęścia jest zależne tylko od niego samego i musi wziąć za nie odpowiedzialność.
Wówczas można już oczekiwać pozytywnego myślenia.
to be continued....
Grzegorz Michalik