Etat to nieefektywny system sprzedawania swojego czasu za pieniądze
Decydując się na prowadzenie własnej działalności, możemy działać jako freelancer – oferując swoje usługi wybranym klientom, nie będąc zależnym od jednego pracodawcy. Daje nam to wiele swobody w kształtowaniu własnej ścieżki zawodowego rozwoju. Pozwala na kreowanie własnej marki na rynku, budowanie jej renomy i wiarygodności poprzez realizację zadań, które nas interesują. W Polsce wciąż niewielki odsetek ludzi pracuje w ten sposób. Jest to nisza, którą warto brać pod uwagę, planując strategię działania własnej firmy. Na temat specyfiki tej formy pracy rozmawiamy z freelancerem - Mariuszem Rutem.

J.L: Na czym polega Pana praca?
M.R: Projektuję znaki firmowe, może bardziej kojarzone z nazwą LOGO. Wykonuję ilustracje techniczne, czyli ilustracje procesów, instrukcje obsługi itp. Od czasu do czasu rysuję ilustracje dla dzieci. To jest tylko pewien zakres usług. Oczywiście jest jeszcze wiele różnych rzeczy, którymi trzeba się zająć na tzw. zapleczu, jak zarządzanie, ciągłe dokształcanie i wiele innych.
J.L: Jak długo prowadzi Pan własną działalność jako freelancer?
M.R: W branży pracuję od 12 lat, a ściśle jako freelancer - 1,5 roku.
J.L: Dlaczego zdecydował się Pan na własną działalność?
M.R. Gdy przegląda się oferty pracy, szczególnie gdy jest się młodym i niedoświadczonym, można odnieść wrażenie, że trzeba znać się na wszystkim. Największy wpływ mieli jednak moi mentorzy, ci spotkani osobiście i ci książkowi. Lektury takie jak: „Bogaty ojciec biedny ojciec” czy też „4 godzinny tydzień pracy” potrafią otworzy oczy na nieefektywny system sprzedawania swojego czasu za pieniądze, który potocznie nazywa się pracą etatową.
J.L: W jaki sposób pozyskuje Pan klientów?
M.R: Staram się być widocznym i budować markę. Główny sposób dotarcia to maile i telefony do wybranych klientów. Są też klienci z polecenia. Uważam tą część za bardzo trudną i pracochłonną. Działania te zajmują więcej czasu niż faktyczna praca nad projektami. Trzeba bezustannie wykraczać poza strefę swojego komfortu i liczyć się z odrzuceniem.
J.L: Czy zawsze ma Pan jakieś zlecenia? Czy trafiają się okresy "posuchy"? Jeśli tak, jakie Pan wtedy podejmuje działania?
M.R: Czasami trzeba przesuwać zlecenia na później, innym razem jest tak, że akurat nie ma zleceń. Ale będąc freelancerem trzeba się wyzbyć mentalności pracownika. To nie jest tak, że przychodzisz do pracy i ktoś podsuwa Ci jakieś zadanie albo gdy akurat nie ma nic konstruktywnego do zrobienia, to starasz się wyglądać na zajętego. To, że nie wykonujesz zlecenia, nie świadczy o tym, że nie pracujesz. Zawsze trzeba coś poprawić w portfolio, coś wymyślić, ustalić, przeczytać lub właśnie zadbać o to, by zjawiło się następne zlecenie. Zlecenia są jak tramwaj… zawsze przyjedzie następny. Kwestia tylko w tym, by udoskonalać rozkład jazdy. Jeśli chodzi o płynność finansową to trzeba robić oszczędności. Odpowiednia poduszka finansowa pomaga utrzymać nerwy na wodzy.
J.L: Jakie funkcje, w pańskim zamyśle, ma spełniać Pana strona poswojemu.eu?
M.R: Przede wszystkim poswojemu.eu powstało, jako strona mojego portfolio. Umieszczam tu w miarę możliwości, wykonane projekty, czasem projekty w trakcie realizacji. Nie chcę jednak, żeby to był suchy zbiór ilustracji. Chciałbym, żeby można było odczuć, że jest za nimi człowiek. Mam nadzieję, że widać w niej moja pasję i zaangażowanie. Umieszczam tu porady i tutoriale, przede wszystkim o grafice. To pewnie po części echa tego, że kiedyś zajmowałem się szkoleniem. Poza tym to świetny sposób, by stale się rozwijać.
J.L: Czy musiał Pan godzić pracę freelancera ze studiowaniem? Jeśli tak, to czy było to trudne do zrealizowania?
M.R: Gdy pracowałem podczas studiów, nie miałem świadomości, że może to być freelance. Wykonywałem pracę w zasadzie dla jednego odbiorcy, ale miałem ten komfort, że pracowałem zdalnie pojawiając się w firmie z gotowymi rozwiązaniami. Jednak odpuściłem to sobie na ostatnim semestrze, żeby skupić się na obronie. Uważam, że to była słuszna decyzja. Tak samo nie polecałbym pracy na pierwszym roku. Za wiele można stracić. Wówczas studia wydawały się absorbujące, jednak teraz, patrząc z perspektywy, widzę ile czasu miałem wówczas w porównaniu do prawdziwego życia.
J.L: Jakie cechy powinien mieć ktoś, kto pracuje na własny rachunek?
M.R: Przede wszystkim wytrwałość. To przedsięwzięcie długofalowe. Im wcześniej sobie z tego zdamy sprawę tym lepiej. Istotne jest także zaangażowanie i pasja. Odnoszący sukcesy freelancer nie nazywa swojej pracy pracą. Przydatne jest też zorganizowanie. Na szczęście tego można się nauczyć.
J.L: Jaka osoba zdecydowanie nie powinna być freelancerem?
M.R: Są osoby, którym niezbędny jest socjalny aspekt pracy wśród ludzi. Większość freelancerów odczuwa izolację. Jednak osoby, które nie są w stanie sobie z tym poradzić, powinny pomyśleć o czymś innym. Na pewno nie powinny tak pracować takie osoby, które chcą się szybko wzbogacić. Jest wiele innych, lepszych sposobów, żeby zarobić pieniądze. Nie jest to też forma pracy dla ludzi lubiących stabilizację. Jeśli nie radzisz sobie ze stresem, będąc freelancerem będziesz kłębkiem nerwów.
J.L: Jakie są plusy w pracy freelancera, pracy dla siebie?
M.R: Spójna ścieżka rozwoju zawodowego. Nie ma już firm, w których dożyjemy emerytury, jak nasi rodzice. Bycie ciągłym nowicjuszem w kolejnych firmach i na kolejnych stanowiskach jest często przykrą rzeczywistością. Poza tym, ma się wpływ na swoja sytuację.
J.L: A jakie są wady tej formy pracy?
M.R: Nie można skupić się wyłącznie nad wykonywaniem projektów. Trzeba jeszcze zająć się ich zdobywaniem. Czyli robimy sami to, co w firmach robiły by kadry, marketing itd. Czas pracy jest nienormowany. Momentami sen i jedzenie stają się irytującą niedoskonałością.
J.L: Jak sprawdza się w polskiej rzeczywistości działalność zarobkowa tego typu? Myśli Pan, że odsetek ludzi pracujących w ramach własnej działalności będzie rósł?
M.R: Jestem przekonany, że liczba wolnych strzelców będzie stale wzrastać. To trend światowy, a jak wiadomo obecna gospodarka to system naczyń połączonych. Jest to bardziej korzystna forma współpracy również dla firm. Po co zatrudniać stałego pracownika, jeśli można ograniczyć koszty zatrudniając osobę do wykonania konkretnego zadania. To tylko kwestia zmiany mentalności, a zmiany podążają za pieniędzmi. W tym przypadku za oszczędnościami. To ekscytujący czas, by zaczynać. Nigdy do tej pory nie mieliśmy tak szerokich horyzontów. Internet daje nam szerszy niż kiedykolwiek rynek zbytu.
J.L: I ostatnia, bardzo ważna kwestia - czy freelancing w Polsce może być jedynym zajęciem zarobkowym, pozwalającym żyć na przyzwoitym poziomie finansowym?
M.R: Zdecydowanie jest to zajęcie z którego można żyć. Pokazują to liczne przykłady. Jak w każdym przypadku jednym się uda, a innym nie. Wydaje mi się, że zbliża się moment, w którym młodzi ludzie zaczną zadawać sobie pytanie nie czy, ale kiedy zostać freelancerem.
Rozmawiał: Jakub Lepiorz